Materiały z festiwalu 2011
Zatrważająca diagnoza ("Stara kobieta wysiaduje")
Niepodobieństwem byłoby zdawanie relacji z fabuły obejrzanego spektaklu, jeśli ma się do czynienia ze sztuką wybitnego poety. A poetyckie metafory zawarte w dramacie scenicznym mogą niekiedy stanowić utrudnienie możliwie pełnego, osobistego odczytania utworu (asekuruję się, pisząc: osobistego, gdyż każdy ma przecież prawo do indywidualnego, niekoniecznie „kanonicznego” odbioru dzieła scenicznego). I ja – muszę przyznać – do niedawna miałem istotny problem z klarownym odczytaniem głębokich treści, zawartych w dramacie „Stara kobieta wysiaduje” Tadeusza Różewicza (brakowało mi idei, którą jednoznacznie ucieleśniałaby postać tytułowej kobiety). Jednak od soboty, 8 października, kiedy to obejrzałem ten dramat w mistrzowskiej reżyserii Marka Fiedora i w doskonałym wykonaniu aktorów Teatru im. Stefana Jaracza z Łodzi, przesłanie utworu nareszcie wydało mi się wystarczająco czytelne… Co wcale, niestety, nie poprawiło mi samopoczucia, ponieważ owo przesłanie wręcz zatrważa…
Przypomnijmy sobie. Czegóż oczekiwała tytułowa Stara Kobieta przesiadująca w nieskończoność w – wydawało się – ekskluzywnej kawiarni, która z czasem coraz bardziej przemieniała się w śmietnisko? Jakie wymagania miała owa Kobieta wobec kelnerów i przewijających się przez lokal (i przez śmietnisko), charakterystycznych postaci? Otóż, począwszy od tego, by szklanka była czysta, domagała się oczywistego (w jej mniemaniu) porządku rzeczy. Porządku, w którym przede wszystkim liczą się czystość, czułość, miłość, rodzenie dzieci… Tymczasem w lokalu (w Świecie) coraz trudniej jest o wyjednanie sobie tych – wydaje się – oczywistych „przywilejów”. Bo Świat coraz bardziej zmienia się – zrazu w targowisko próżności i śmietnisko, na którym nikt już nie jest tym, kim powinien być (m.in. przewijają się podejrzane postacie Lekarza, Arcybiskupa, Mecenasa). A potem zostaje tylko śmietnisko po pożodze wojennej, śmietnisko, na którym wysiadująca Stara Kobieta już nic od nikogo sobie nie wyjedna.
Kim tedy jest owa Kobieta, jaką ideę symbolizuje? W mnogości nasuwających się dotychczas idei – ostoi człowieczeństwa, uosobienia mądrości, reprezentantki uniwersalnych wartości albo wręcz Matki Natury – jakoś wciąż brakowało mi idei najklarowniejszej… I oto teraz już wiem! To Wieczna Kobiecość – ten uniwersalny czynnik, którego pochwałą kończy się genialny dramat Johana Wolfganga Goethego pt. „Faust”. („Wieczna Kobiecość nęci/ Wyżej i wyżej”). To ten czynnik, który wedle Goethego miał być wieczystą ostoją ludzkości, najważniejszym dynamizmem człowieczeństwa… a w twórczej wizji Tadeusza Różewicza dramatycznie straci na znaczeniu…
Niełatwo jest żyć z taką diagnozą.
Paweł Bera
Recenzja jest autorstwa Pawła Bery. Administrator rozewiczopen.pl nie odpowiada za jej treść.
